Dopamina jest odpowiedzialna za wszelkiego rodzaju uzależnienia, choroby, prokrastynację oraz porażki.

 

Czytając opisy w internecie można wyciągnąć trochę takie mylne wrażenie, że to po prostu jest organiczny związek chemiczny. Jak będziesz jadł owoce i warzywa to ją zwiększysz. Jak będziesz miał jej niedobór to będziesz miał problemy ze wstaniem rano… bla bla.

 

Ale te opisy są dosyć miałkie.

 

Nie są one błędne. Ale nie przekazują faktycznej wartości dopaminy. Kiedyś o tym nie wiedziałem. Ot zwykły związek jakich wiele jak serotonina, czy adrenalina.

 

Błąd.

 

Dopamina jest odpowiedzialna za to jak się czujesz. Bez niej byś leżał w łóżku i nie potrafił wstać. Ona motywuje cię do działania. To od niej zależy czy pójdziesz do sklepu, szkoły, pracy. Motywuje cię, aby robić rzeczy.

 

Nasz organizm gdy doświadczy przyjemnej rzeczy, zapisuje sobie to w organiźmie (bazie danych) i gdy nasz poziom dopaminy spadnie, to chce zrobić to znowu.

 

Tak powstają uzależnienia.

 

Ale czekaj. Czemu niektórzy są w stanie palić od czasu do czasu i się nie uzależnić, a inni jak w coś wejdą, to mają problemy z wyjściem z nałogu? Mówi się, że niektórzy mają większe skłonności do nałogów, a inni mniejsze. Skąd to się bierze?

 

Oczywiście zależy to od osoby. Ale jak wygląda przeciętna osoba, która posiada uzależnienia?

 

  1. Status.

 

To czy jesteś biedny czy bogaty ma wpływ czy jesteś podatny na uzależnienia. Mając pieniądze jesteś w stanie zapewnić sobie dopaminę w inny sposób, niż przez używki, czy gry komputerowe.

 

  1. Osobowość

 

Osoby mające problemy z przystosowaniem się do społeczności (aspołeczne) z niską samooceną mają zwiększoną podatność. Ludzie to organizmy społeczne i kontakty z innymi ludźmi są dla nas bardzo ważne. Dlatego często posiadamy na początku partnerów od kieliszka. A gdy przestaniemy pić to nagle oni znikają z naszego życia (z wielu względów, ale to temat na inny wpis).

 

  1. Depresja i lęki.

 

Osobom w tych stanach odradza się generalnie brania używek i alkoholu. Kiedyś myślałem, że jest to spowodowane tym, że działa to w pewien sposób źle z leczeniem farmakologicznym.

Po części tak… alkohol źle miesza się z lekarstwami, ale tu chodzi w głównej mierze o zwiększoną podatność na uzależnienie.

 

  1. Sukcesywność w życiu.

 

Jeżeli mi nic nie wychodzi, to próbuję znaleźć dostęp do dopaminy w prostszy sposób, niż przez ciężką pracę.

 

I jak widzicie. Nie ma w sumie czegoś takiego jak „nałogowa osobowość”, a raczej są to poszczególne cechy charakteru i to jak żyjemy, które mają na to wpływ.

 

Dlatego osoby posiadające rozwalony mechanizm nagrody (dopaminy) mają takie trudności w życiu.

 

Tyle słowami wstępu. Jak można to zmienić? Jak zerwać z uzależnieniami? Jak być szczęśliwym człowiekiem? W jaki sposób zacząć odnosić sukcesy w szkole i pracy?

 

„Jesteś tym co jesz”.

 

Tak jakby. A raczej to jak się czujemy ma wpływ na to jak się czujemy.

Wszystko zaczęło się na początku roku, gdy chciałem polepszyć swoje umiejętności kognitywne.

 

Zadałem sobie pytania:

„Jak myśleć lepiej jako programista?” „W jaki sposób lepiej kojarzyć fakty i być lepszym z matematyki?”

 

I czytałem dużo na ten temat.  Bardzo dużo.

 

A potem się usiadłem. I powiedziałem: „będzie ciężko”.

 

Co mi się udało?

– Zerwać z moim uzależnieniem od gier (małe, ale te 1-2 godziny dziennie przed ps4 to była konieczność).

– przestać pić kawę.

– polepszyć oceny na studiach

– polepszyć produktywność w pracy

– schudnąć (nie byłem gruby, miałem dużą ilość tłuszczu, czyli byłem skinny-Fat).

– przybrać na masie mięśniowej (ćwiczę od 2 lat, ale takiego progresu jak przez ostatnie pół roku nigdy nie miałem).

– zwiększyć swoją kondycję.

– lepiej wyglądam (wszyscy mi to mówią).

– zwiększyć zdolność myślenia (lepiej kojarzę fakty).

 

Co musiałem zrobić:

– zerwać z nałogiem od kawy (1 dzbanek dziennie).

– zerwać z nałogiem od cukru (snickersy, ciasto, bułki słodkie, batony, ciastka).

– zacząć regularnie ćwiczyć (3 razy w tygodniu siłownia, 2 razy w tygodniu 5-10km biegu).

– zmienić swoje nastawienie

 

Z kawą zerwać mi było bardzo ciężko. 2 stycznia ostatni raz piłem kawę. Cały styczeń moja produktywność padła łeb na szyję, bo myślałem ciągle o kawie. Przynajmniej przez pierwsze 2 tygodnie. Poranki były tragiczne. Z moim uzależnieniem próbowałem już zerwać w grudniu. Bez skutku. A informacje w internecie, że kawa ma pozytywny wpływ na życie w ogóle w tym nie pomaga.

 

Pewnie. Polepsza pewne elementy organizmu, ale ma ona tragiczny wpływ na dopaminę. I kofeinę można zdobyć w lepszy sposób, choćby poprzez picie zielonej herbaty.

 

Cukier nie był już tak tragiczny. Było ciężko. Bardziej polegało to na zasadzie: „Jest wieczór, film to i chipsy by się przydały”. Albo gdy idę do mamy w odwiedziny, a ona częstuje mnie ciastem. „Weź jeszcze trochę i tak jest dużo…”.

 

Potrafiłem zjeść 4-6 snickersów z mlekiem. Ot tak. Albo całą paczkę ciastek czekoladowych.

A cukier jest wszędzie. [Link](https://www.youtube.com/watch?v=LPxIssabhTc)

 

Płatki, jogurty, serki, sosy, ketchupy, napoje, produkty fity etc.

 

Przez styczeń i luty praktycznie mój czas w sklepie wydłużył się dwukrotnie bo stałem w sklepie i czytałem etykiety. Nawet suszone owoce mają duże ilości cukru (fruktoza, ale jednak również szkodliwa).

 

Na początku miałem weekendy, gdzie sobie pozwalałem na coś słodkiego. Paczkę ciastek, chipsów etc. Po miesiącu-dwóch było mi w weekendy po prostu od tego źle (nie smakowały mi i powodowały, że miałem mdłości).

 

W marcu miałem jeden taki cheat-day. Zjadłem w Macu 2,5k kalorii. Z ciekawości. Kilkanaście hamburgerów, 2 paczki dużych frytek, 2 big maci i nuggetsy. Chyba nie muszę mówić jak tragicznie się czułem dzień po? Najlepsze jest to, że jak zjem czekoladę, czy coś słodkiego to mnie mdli. W mcDonaldzie tego o dziwo nie miałem.

 

Z siłownią nie było problemu. Już wcześniej nieregularnie ćwiczyłem, ale teraz przynajmniej lepiej trzymam dietę i bardziej dostosowuje się do planu.

 

Do tego doszło bieganie. Z początku 1-4km, potem 5, 7, 10, a teraz dochodzę do 14km.

Biegam ze znajomą, więc to zawsze jest jakaś dodatkowa motywacja.

 

Nastawienie… trochę przyjmowałem buddyjską podstawę, że wszystko jest cierpieniem.

Bo trochę tak jest. Nie uciekniemy od niego. I to jest właśnie ta pierwsza akceptacja.

 

A walka z tym prowadzi jedynie do frustracji. Nasze uzależnienia powodują, że uciekamy od cierpienia. Odpalimy konsolę i jesteśmy w innym świecie. W świecie bez problemów. Łatwiejszym świecie, gdzie mamy określone wytyczne i wszystko jest prostsze.

 

No spoko. Zerwałeś Rezix z uzależnieniami, ale po co to wszystko?

 

I tu dochodzimy do punktu kulminacyjnego wpisu.

 

Dopamina powoduje, że jesteśmy w stanie biegać w naszym wirtualnym świecie gry i robić zadania, za które nikt nam nie płaci. Bieganie po świecie i zbieranie kryształów. Po co?

 

Bo na końcu mamy nagrodę. Ładną animację, poczucie satysfakcji, że coś skończyliśmy. Udało nam się. Wirtualnie, ale jednak.

 

Gdyby istniała dopamina w tabletkach, to można by było ją dać ludziom i by kopali dół, własnoręcznie, przez cały dzień, gdyby tylko mieli pewność, że dostaną jej więcej za każdy przekopany kilometr.

 

Więc zmniejszając ilość dopaminy, którą otrzymywałem dzięki kawie i cukrom, mam teraz więcej chęci/motywacji na robienie innych rzeczy. Sport, uczenie się, pracę, rozwój.

 

W gry starałem się grać, ale to już nie jest to samo. Nudzą mnie. Podobnie jak filmy, czy seriale.

 

Dopaminę otrzymuje w rzeczach, w których widzę mniejszy, bądź większy sens. I które mają jakąś faktyczną wartość, a nie są sztucznie wygenerowanym „szczęściem”.

 

Podobnie wygląda to u osób uzależnionych od filmów dla dorosłych i masturbacji. I tak jak #nofap ma sens, bo zmniejsza ilość potencjalnej dopaminy i generalnie wtedy powinno nam się chcieć robić inne rzeczy, ale jeżeli dopaminę otrzymujesz w inny sposób, to to nie będzie działać.

 

Orgazm wywołuje naprawdę duże ilości dopaminy. Jest to związane z tym, że musi to robić, aby nasz gatunek ludzki przeżył genetycznie. Dlatego też wielu mężczyzn może mieć z tym problemy.

 

I dopamina generalnie jest związana ze wszystkim co wywołuje szczęście. Więc jeżeli czujesz się dobrze, spełniony, szczęśliwy, masz gęsią skórkę (muzyka), to możesz być pewny, że odpowiedzialna za nią jest dopamina.

 

Niektórzy nawet przestają słuchać muzyki, aby wyrównać jej poziom (dlatego czasem muzyka może nam wydawać się nudna i podobać się nam tak bardzo, gdy akurat się dobrze czujemy).

 

To tyle na dzisiaj. Nie jestem biologiem, ani chemikiem. Bardziej jest to zebranie moich doświadczeń z ostatniego pół roku z którymi chciałem się z wami podzielić 🙂

 

Źródła:

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/hormony/dopamina-rola-w-organizmie-objawy-niedoboru-i-nadmiaru-dopaminy_35409.html

 

http://tipy.interia.pl/artykul_3062,jak-zwiekszyc-poziom-dopaminy,7.html

 

https://portal.abczdrowie.pl/dopamina

 

http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/62-wiat-problemow/900-nalogowa-osobowosc.html

 

 

 

 

https://madeinzen.pl/trzy-nauki-z-buddyzmu-nauka-1-wszystko-jest-cierpieniem-9f3066b9264d

 

https://en.wikipedia.org/wiki/Dopamine_receptor

Kultura Honoru

„Kultura Honoru”

Dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć pewną historię. A może… coś wam uświadomić. Sam o tym wcześniej nie wiedziałem, ale jak zdałem sobie z tego sprawę, to nagle wszystko zaczęło mieć sens.

Jakoś tak jest, że Hiszpanie, Włosi, Turcy, są bardziej… emocjonalni. Bardziej temperamentni. Ale skąd się to bierze?

Mimo, że mamy XXI wiek, czas kultury, oświecenia i cyfryzacji, pewne elementy społeczne wciąż ciężko jest z naszego życia wyeliminować. Aby coś więcej o tym powiedzieć musimy najpierw się cofnąć do XIX wieku, a dokładnie ameryki, a konkretnie? Dzikiego Zachodu. Jeżeli oglądaliście Westerny z Clintem Eastwoodem to doskonale wiecie jak sprawy w tamtych czasach wyglądały. Mimo, że jest to fikcja, to wiele elementów zostało zaczerpniętych z prawdziwych wydarzeń.

Generalnie historii z tamtych czasów jest mnóstwo, a opierają się one na jednym motywie:
– Jeżeli splamiłeś mój honor to srogo za to zapłacisz.

Czy to przegrana w karty przez oszustwo jednego z grających, czy może walka o rękę damy. Czy nawet takie rzeczy jak kradzież krowy. Nawet wyzwiska często doprowadzały do wymiany ognia. A to dopiero był początek… bo potem za sprawy Honoru płaciły całe rodziny. A wszystko zaczynało się od niepozornej gry w karty.

Jeżeli chcecie coś więcej o tej rozgrywce poczytać to polecam fragment „The Turners Meet the Howards” w języku angielskim z książki:
https://books.google.de/books?id=NTOmqTyHEFwC&lpg=PT22&ots=Bb8sfBWM5h&dq=wix%20howard%20little%20bob%20turner%20kentucky&hl=pl&pg=PT22#v=onepage&q&f=false

Jeden wieczór i kłótnia przyjaciół doprowadziła kilka miesięcy później do walki dwóch rodzin oraz ich przyjaciół w której skład wchodziło około 100 osób.

Ale skąd się właściwie bierze Kultura Honoru? A bo widzicie. Jeżeli macie Ranczo, a na nim krowy, konie i byki, to zajmujecie się nimi tylko z rana a resztę dnia macie wolnego. Więc co robicie? Idziecie do baru i pijecie do zachodu słońca.
Brakuje wam zajęcia. To raz.

Dwa, jeżeli żyłeś w tamtych czasach i nie umiałeś się postawić przeciwnikowi, a dodatkowo nikt w okolicy nie czuł wobec ciebie respektu… to bardzo możliwe, że jeżeli kupiłeś stado koni, to po miesiącu nie miałeś żadnego. Kradzieże w tamtych czasach były bardzo popularne. A prawo? Prawo w tamtych czasach praktycznie nie istniało. Liczyło się tylko to, kto był silniejszy i kogo znał.

W przypadku terenów Północnej Ameryki, czy nawet Europy ten problem nie występował. Czemu? Bo ludzie mieli inne zajęcia. Zajęcia bardziej społeczne.

W klimacie umiarkowanym była możliwość uprawy roli. Sadzono ziemniaki. Aby w ogóle doprowadzić do udanych plonów i zbiorów zaangażowane były całe wsie i rodziny. Wszyscy ciężko pracowali. A nawet jeżeli ktoś miał coś ukraść… bo można ukraść ziemniaki z pola, to czy się tak bardzo opłaca jak kradzież Konia na dzikim zachodzie? 🙂

We wczesnych latach 90′ dwóch psychologów z uniwersytetu Michigan, Dov Cohen oraz Richard Nisbett przeprowadzili eksperyment.

Wyniki eksperymentu możecie sprawdzić tutaj:
https://deepblue.lib.umich.edu/bitstream/handle/2027.42/92155/InsultAggressionAndTheSouthernCulture.pdf

Żeby nie tracić waszego czasu, pozwolę sobie go streścić 🙂

Badane było czy ludzie z południa są bardziej agresywni, niż ludzie z północy. Uczestników poddano testom. I rzeczywiście, po wystawieniu obiektu na tę samą stresującą sytuację, ludzie z północy mieli podwyższony poziom testosteronu oraz kortyzolu. Mimo, że od czasów dzikiego zachodu minęło 200 lat! A eksperyment był przeprowadzony na północy (Michigan).

Co ciekawe jak się okazuje studenci z południa, obiekty badane wywodzili się z wyższej klasy średniej. Ich rodzice byli najczęściej postanowionymi szefami oddziałów znanych firm.

Nasz zachowanie mamy w genach. To kim jesteśmy zależne jest od naszych rodziców. Ale nie tylko od nich, bo nasze korzenie sięgają dziadków oraz pradziadków. Na sukces składa się wiele czynników, ale jednym z ważniejszych jest to, w jakiej rodzinie się wychowałeś oraz jakie wartości zostały tobie przekazane. Sukces po części mamy w genach. Czy tego chcemy czy nie 🙂

Ale na to poświecę inny wpis 😀

A jak wygląda sytuacja z naszymi południowymi znajomymi z Europy? Taka sama sytuacja, tylko zamiast dzikiego zachodu cofnijcie się do czasów rzymian, wojen grecko-perskich, czy nawet trochę wcześniej Imperium Osmańskiego.
Co prawda w tym przypadku nie chodziło o zwierzęta i honor, a tereny, dobra materialne i władzę. Ale schemat i motyw jest taki sam 🙂

źródła:
http://utilitymon.blogspot.de/2013/04/skoki-testosteronu-w-kulturach-honoru.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dziki_Zach%C3%B3d
http://whilethereisstilltime.blogspot.de/2010/11/die-like-man-like-your-brother-did.html
http://gladwell.com/outliers/harlan-kentucky/
https://en.wikipedia.org/wiki/Culture_of_honor_(Southern_United_States)

Wpis powstał na podstawie fragmentu książki:

https://www.amazon.com/Outliers-Story-Success-Malcolm-Gladwell/dp/0316017930

Wszyscy mają nadwagę.

Statystyka to bardzo śmieszna rzecz.  A  sprawa z przewidywaniem przyszłości jest jeszcze śmieszniejsza.

Co prawda można pewne rzeczy przewidzieć. Jak choćby Prawo Moore’a, ale wszyscy dobrze wiemy, że niedługo nadejdzie rewolucja (a kiedy, to nie wiadomo), która spowoduje przełom na płaszczyźnie informatycznej.

Ale ja nie o tym dzisiaj.

W artykułach wiadomościach, możemy wyczytać, że amerykanie są coraz grubsi. Prowadzą niezdrowy tryb życia, jedzą fast foody i ogólnie źle się odżywiają. Na chwilę obecną około 66% dorosłych ma w Ameryce nadwagę.

Ale tak nie było zawsze. Wcześniej mniejszy odsetek amerykanów miał nadwagę. A można to przedstawić to na poniższym wykresie:

otylosc1.

Ale jak widzimy wykres rośnie. Jeżeli będzie on rósł tak dalej… to w 2030/2048/x (tu wstaw dowolną odległą datę) wszyscy amerykanie staną się otyli.

otylosc2.

I tu byłby błąd. Nawet jeżeli byśmy użyli matematyki.

I można by tu wziąć statystykę. Zebrać BMI badanej grupy testowej i wykorzystać regresję liniową. Ale i tak byśmy mieli stałą rosnącą… i prawdopodobnie jeżeli byśmy nie posługiwali się zdrowym rozsądkiem to byśmy przewidzieli że wszyscy do danego roku staną się otyli. Bo tak mówi statystyka! Ale trzeba wziąć pod uwagę fakt, że regresja liniowa jest dosyć niebezpiecznym narzędziem… i trzeba z nią uważać.

Bo to tak jakbyśmy zrobili obliczenia z całkami i doszli z błędnych obliczeń do wniosku, że dziurawy kanister z wodą, po 5 minutach od wlania do niego wody ma wagę -75 gram. Oczywiście gdzieś popełniliśmy błąd. Więc głupotą przy takim zadaniu byłoby wpisanie jako odpowiedź -75 gram.

To nie ma sensu!

Ale tak pisały artykuły i newsy na amerykańskich stronach internetowych!
„WSZYSCY BĘDZIEMY GRUBI W 2030!”.

Przykład: http://www.nbcnews.com/health/if-you-think-were-fat-now-wait-till-2030-1B5955205

Jednak prawda wydaje się być trochę inna.

otylosc3.

Wykres otyłości w Ameryce bardziej przypominał by granicę funkcji rosnącej, która rośnie, ale nigdy nie dojdzie do 100 %. A czemu? Bo zawsze się znajdą zdrowe jednostki, które nie staną się otyłe 🙂

Tak. To prawda. Istnieje prawdopodobieństwo, że w 2030 roku 90 % amerykanów będzie otyłych. A w 2048 jakieś 96%. Ale czy wszyscy? To już raczej by była nieprawda i zdrowy rozsądek dokładnie o tym nam mówi 🙂

źródła:

Przykład znaleziony w książce: https://www.amazon.com/How-Not-Be-Wrong-Mathematical/dp/0143127535

http://www.reuters.com/article/us-overweight-idUSCOL66909620080806
http://abcnews.go.com/Health/Fitness/story?id=5499878&page=1
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18719634
http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1038/oby.2008.351/full

 

Krótka historia miliarderów

A co jeżeli w życiu o sukcesie nie świadczą umiejętności, a… szczęście?

Bo umiejętności to w sumie jest taka wypadkowa zdarzeń. Zacząłeś malować, bo zostałeś zainspirowany przez swojego ulubionego artystę. Zacząłeś grać na gitarze, bo chciałeś grać piosenki zespołu, którego słuchasz codziennie przez zaśnięciem. Zacząłeś programować, bo miałeś nadzieję na 15k plnów pod koniec miesiąca na swoim koncie.

I nawet jak się bardzo starałeś i przykładałeś do szkolenia swojego warsztatu. Całkiem możliwe, że jesteś w momencie, gdzie masz ochotę to wszystko rzucić i wrócić do grania w gry, czy dalszego oglądania seriali.

Od siebie dodam, że kiedyś nadejdzie odpowiedni moment, ale trzeba być cierpliwym 🙂

Dobra. Koniec prywaty. Przedstawię wam dzisiaj historię trzech gości. I kilkunastu innych. Są to osoby, które z pewnością osiągnęły sukces. I to nie byle jaki, bo na skalę światową!

Zacznijmy może od listy najbogatszych ludzi w okresie istnienia ludzkości.
https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_wealthiest_historical_figures

Jeżeli się tej liście przyjrzycie dokładniej to zauważycie, że kiedyś wielkimi majątkami zarządzali królowie. W latach od 1800-1900 trochę zaczęło się to zmieniać. Po okresie renesansu, gdzie królowała matematyka, nadszedł czas na fizyków i chemików, by potem przejść w oświecenie, a na końcu Romantyzm. Ale podczas gdy u nas pisarze i artyści rozpływali się nad wierszami i lekturami, które musimy teraz przerabiać w szkole… w Ameryce i Anglii działa się rewolucja przemysłowa. Powstawały maszyny parowe, samochody, zaczęto wykorzystywać elektryczność. Zaczęto również stawiać szyny kolejowe na masową skalę, które przechodziły przez całą powierzchnię Stanów Zjednoczonych.

I ktoś na tych wynalazkach zarabiał 🙂

Jak się okazuje prawie 20 % z listy 75 najbogatszych ludzi w okresie istnienia ludzkości pochodzi z okresu rewolucji przemysłowej. A dokładnie są to osoby urodzone między 1831, a 1840 rokiem. Rzucę kilkoma nazwiskami:
John D. Rockefeller (1839) Andrew Carnegie (1835) Marshall Field (1834), John Pierpont Morgan (1837).

Jak można zauważyć, głównie przemysł stalowy, transportowy, pociągowy i olejowy 🙂

To samo dzieje się obecnie, tylko zamiast pociągów mamy samochody elektryczne i… niedługo podróże w kosmos.

Te osoby wykorzystały okazję. Rozwinęły się w swojej dziedzinie, wykorzystały aktualny trend i poprowadziły biznes, dzięki któremu zarobiły miliardy. Gdyby ktoś teraz chciał tworzyć maszyny parowe z pewnością odniósłby porażkę.

Jednak wróćmy trochę do czasów współczesnych. Dziś opiszę to na szybko, ale na dniach… rozwinę historię danych person.

Kim są współcześni miliarderzy? To bardzo łatwo wywnioskować. W głównej mierze są to biznesmeni przemysłów informatycznych, ekonomiści, czy twórcy marek odzieżowych. Nie znam się na ekonomii, ani na ubraniach, ale za to interesuję się Informatyką, to mogę coś napisać 🙂

Wymienię 3 osoby, które stały się miliarderami. Te osoby poza Informatyką mają jeszcze jedną cechę wspólną. A mianowicie wszystkie trzy urodziły się w okresie mniej więcej jednego roku.

Bill Gates (ur. 28 października 1955)
Steve Jobs ( ur. 24 lutego 1955)
Bill Joy (ur. 8 listopada 1954 )

Czy to nie dziwne? Zbieg okoliczności? Nie. To po prostu szczęście. Traf, który pozwolił im osiągnąć sukces. Urodzili się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Podobnie jak ci z okresu rewolucji przemysłowej. To oni mieli możliwość dorastać w okresie rewolucji komputerowej. Oni wykorzystując pasję i zapał osiągnęli sukces.

Więcej o ich życiorysie napiszę już wkrótce 🙂

CODA:
Czy jest już dla nas za późno? Wcale nie. Trzeba tylko wiedzieć w którym kierunku rozwija się nasze społeczeństwo i wykorzystać okazję. Od siebie dodam, że na chwilę obecną systemy operacyjne powoli odchodzą w zapomnienie. Programowanie w chmurze, wykorzystywanie oprogramowania, które leży na serwerach staje się coraz bardziej popularne. Już nie gramy w gry, które są zainstalowane na dysku. Gramy w gry w sieci. Gry, które leżą na serwerach firmy ją udostępniającej. I poczekajcie kilka lat… rewolucja uczenia maszynowego, sztucznej inteligencji, elektroniki i robotów… to już jest. Ale jeszcze nie miało możliwości rozwinąć skrzydeł 🙂

źródła:
Wpis powstał, podobnie jak ten wczorajszy na podstawie jednego z rozdziałów książki:
https://www.amazon.com/Outliers-Story-Success-Malcolm-Gladwell/dp/0316017930

http://www.forbes.com/billionaires/list/#version:static
https://en.wikipedia.org/wiki/Industrial_Revolution

Testy Inteligencji i IQ

Zaraz po pierwszej wojnie światowej pewien profesor psychologii na uniwersytecie Stanforda imieniem Lewis Terman poznał przypadkiem cudownego chłopca zwanego Henrym Cowellem. Nie przypuszczał on w tamtym momencie jak wielki wpływ będzie on miał na jego pracę naukową.

Jak się okazało Henry Cowell pracował jako woźny w szkole nieopodal uniwersytetu. Jednak Henry lubił sobie robić przerwy od swojej pracy. W tych wolnych chwilach zasiadał się on do szkolnego pianina i grał muzykę. A była ona piękna.

Gdy wieść się rozeszła postanowił profesor ten zbadać jego inteligencję. A właściwie poziom IQ. Jak się okazało wynik który osiągnął to było niewyobrażalne 140 punktów! Mimo faktu, że Henry dorastał w biedzie i nie miał skończonej żadnej szkoły. Zafascynowanym tym faktem Terman zaczął się zastanawiać. Ile osób podobnych jemu może być jeszcze na tym świecie?

Stworzył on w tym celu badanie. Sprawdził on inteligencję 250.000 uczniów od podstawówki po szkołę średnią. Wybierał on najinteligentniejszych i najbystrzejszych. Generalnie tych, którzy zostali wybrani przez nauczycieli za wybitne jednostki w swojej klasie.

Na koniec badania została mu przedstawiona lista 1470 osób, których inteligencja wychodziła poza granicę 140 punktów.

Postanowił on się tym jednostkom dokładnie przyjrzeć przez okres ich dojrzewania. Zbadać ich życie, relacje, osiągnięcia. Nawet takie elementy jako małżeństwo, choroby, czy kierunek studiów. Pomagał on im nawet w ich karierze pisząc listy polecające na uczelnie wyższe.

Był on przekonany, że to właśnie osoby z tej grupy będą w przyszłości szefami spółek, przewodniczącymi ważnych organizacji, prezydentami.

Jednak zatrzymajmy się na moment i pomówmy o tym co określa właściwie wynik IQ?

Jest to wynik ilorazu inteligencji. Przeciętna osoba na ziemi posiada IQ o poziomie 100 punktów. Jeżeli skończyłeś szkołę średnią to twój iloraz wynosi około ponad 100. Osoby poniżej 70 punktów określa się jako niepełnosprawne intelektualnie.
Nobliści za to osiągają iloraz inteligencji około 130-140 punktów (Einstein miał 150).

Gdy 35 lat później grupa badawcza Termana osiągnęła dorosłość, przeżył on szok. I rozczarowanie.

To prawda. Trafiły się w niej osoby, które napisały książki, napisały publikacje naukowe, a nawet założyła swoją własną działalność gospodarczą. Jednak zdecydowana większość miała normalne prace. A część z nich poniosła jego zdaniem życiową porażkę.

Z pośród tych 250.000 osób, którzy odpali z pierwszego sortowania trafiła się nawet dwójka Noblistów, William Shockley oraz Luiz Alvarez. Jak się okazało ich poziom IQ nie był wystarczająco wysoki, aby przejść do dalszego etapu.

Część znajomych naukowców doszła do wniosku, że gdyby wybrał losową liczbę 250.000 osób, to doszedłby do takich samych wyników.

Jeżeli wydaje wam się, że poziom IQ ma znaczenie, to poczytajcie sobie o przypadku Chrisa Langana, którego poziom IQ według testu wynosi 195 punktów. Czy jest inteligentnym człowiekiem? Absolutnie. Czy odniósł sukces w życiu? Tu można by było sporo dyskutować.

https://en.wikipedia.org/wiki/Christopher_Langan

Jak się okazuje ostatecznie, w życiu nie liczy się tylko Iloraz Inteligencji. Owszem. Pomaga on w życiu, ale co ma większe znacznie to choćby inteligencja społeczna. Umiejętność porozumiewania się z ludźmi, czy radzenie sobie z problemami.

Do tego dochodzi szczęście, rodzina, miejsce urodzenia, geny… ale to temat na inny wpis 🙂

źródła: Wpis powstał dzięki inspiracji jednego z rozdziału książki:
https://www.amazon.com/Outliers-Story-Success-Malcolm-Gladwell/dp/0316017930

https://www.psychologytoday.com/blog/beautiful-minds/200909/the-truth-about-the-termites
http://education.stateuniversity.com/pages/2499/Terman-Lewis-1877-1956.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Lewis_Terman
https://www.coursehero.com/file/p6ovvkb/Lewis-Terman-Met-a-boy-named-Henry-Cowell-Henry-was-raised-in-poverty-and-chaos/

 

O nauce

Człowiek na pewnym etapie życia w pewnym sensie traci dziecięcą ciekawość.

A mam w tym momencie na myśli kreatywność i zadawanie pytań. Kiedyś nie mieliśmy oporów przed zapytaniem czemu niebo jest niebieskie. Albo trawa jest zielona. Chłonęliśmy wszystko w okół nas. Gdy stajemy się starsi powoli w nas ta ciekawość zanika. Już nie pytamy czemu niebo jest niebieskie. To oczywiste. Uczyliśmy się tego na fizyce i chemii w szkole.

Problem pojawia się, gdy nie zadajemy pytań w momencie, gdy wypadałoby takie pytanie zadać.

Nie chcemy wyjść na niekompetentnych. Boimy się docinek w stylu: „To ty tego nie wiesz?”

Pamiętam jedną panią profesor, która w gimnazjum na pytanie: „Czy cała klasa rozumie? Jeżeli ktoś nie rozumie, niech podniesie rękę.”. Najczęściej nikt się nie zgłaszał. Po czym jedna z dziewczyn niezdecydowanym ruchem się odważa zadać pytanie. W tym momencie nauczyciel wygłaszał swój popularny monolog, który każdy już doskonale w klasie znał: „Jak ty dziecko tego nie rozumiesz! To przecież takie proste jest! Choć do tablicy, rozwiążesz zadanie i od razu zrozumiesz!”.

A to jest błąd. Błąd wychowawczy. Wtedy taki gimnazjalista uczy się, że zadawanie pytań prowadzi do kary. Do rozwiązania zadania, które jest wspomagane przez śmiechy znajomych z klasy. Jest pajacem na oczach 25 osobowej widowni.

Czy taka osoba się czegoś nauczy? Rozwiąże z pomocą nauczyciela zadanie po 10-15 minutach, powie, że rozumie (choć tak naprawdę to nie) i wróci do ławki.

Nasza ciekawość jest niszczona przez społeczne normy. I ma ona wpływ na nasze wszystkie dziedziny aktywnego życia. Pracę, szkołę oraz hobby. A to jest właśnie ten błąd, który zatrzymuje nasz rozwój.

Mi na pewno dużo pomogła przeprowadzka do innego kraju. Nie bałem się zadawać pytań. Byłem ciekawy co znaczy dane słowo. Jak wygląda sprawa kulturowa odnośnie danych świąt i obyczajów. Doprowadziło to do tego, że po tych kilku latach wciąż zadaje pytania. Bo jestem ciekawy. Pytam się o pracę zawodową. Szkołę. Szkolę przy okazji swój język i uczę się na tematy z dziedziny elektroniki, bo traf chciał, że część moich znajomych to elektronicy.

I wiecie co? Ludzie uwielbiają opowiadać o swoim życiu. O swoich hobby, pracy. O wszystkim.

To jest ważny element społeczny. Przy okazji traktując mnie jako obcokrajowca mają mniejsze hamulce, opory. Bo wiedzą, że zysk z podanej sytuacji jest obustronny. Gdyby zrobił to rodowity mieszkaniec, to by po prostu odpowiedział: „Weź mnie nie zagaduj tylko przejdź do sedna…”.

Do czego teraz właściwie zmierzam?

A do prostej rzeczy, o której zapewne wielokrotnie już słyszeliście. „O wychodzeniu poza swoją sferę komfortu”.

Chowanie się ze swoimi zainteresowaniami w domu jest dobre. Ale do momentu… gdy dochodzicie w pewnym momencie do granicy, którą trudną jest przełamać. Ja aktualnie jestem przy takiej granicy w rysowaniu. Od 2 lat rysuję w domu i wiem, że nauczyciel/grupa rysownicza/znajomi co rysują dużo by mi dali. Ale aktualnie nie mam możliwości.

Jeżeli macie jakieś Hobby, gracie na gitarze na przykład. Szukajcie zespołu. Szczególnie jeżeli już gracie te 1-2 lata. To rozwija. Pozwala poznać nowych ludzi. Jeżeli nie możecie znaleźć zespołu to pomyślcie o nauczycielu.

Nie bez powodu studia rozwijają zainteresowania. I tu nie chodzi o nauczycieli i ich sposób przekazywania wiedzy. Tu chodzi o zmotywowanych ludzi. O ludzi z wiedzą chętnych się nią dzielić. Prestiżowe uczelnie nie zachęcają metodami nauki. W dużej mierze przekazywana wiedza jest taka sama. Te uczelnie zachęcają uczniami, którzy są zmotywowani, aby w danej dziedzinie się rozwijać.

Ludzie jako istoty społeczne kopiują, podpatrują i naśladują. Jak to Robert Greene w książce pt: „Mastery” pisał że przez okres rozwoju 2-4 lat człowiek kopiuje. Dopiero po tym okresie jest w stanie tworzyć. I ja się z tym zgadzam.

Jako zadanie domowe/radę bym wam dał, abyście wyszli ze swoją twórczością na świat.
Nawet tą najgorszą. To rozwija.

Sam mam stare nagrania na YouTube i Soundcloudzie sprzed 4-6 lat. Nawet nie macie pojęcia jak wiele radości sprawia do nich powrót. Odnajdywanie dziesiątki niedoskonałości. Po części zażenowanie. Ale to jest właśnie cena, którą płacimy za rozwój.

To samo jest z moimi rysunkami 😀

Jak widzę swoje rysunki sprzed pół roku/roku dopadają mnie dokładnie takie same uczucia.
I wiem, że za te 2-4 lata będę zmagał się z dokładnie z tym samym 🙂

Zadania domowe:
– wyjdź ze swoją twórczością na świat. Wrzuć rysunek/nagranie/opowiadanie/wpis do internetu.
Nawet jeżeli nic się nie stanie i nie będziecie mieli żadnego odzewu. Zróbcie to 🙂 (przy okazji możecie mnie zawołać).

– rozejrzyj się za ludźmi z twojej okolic z podobnymi zainteresowaniami.

– napisz do znajomego, który ma podobne zainteresowania do twoich.

– napisz do osoby, którą obserwujesz na wykopie/poza wykopem, a której twórczość sobie cenisz, zadaj pytanie jeżeli jesteś ciekawy, nawiąż rozmowę.

I możecie mówić co chcecie, ale w ten sposób poznałem kilku znajomych 🙂

Powodzenia!

Matematyka i jej zastosowania

Wielu osobom wydaje się, że matematyka to tylko rozwiązywanie zadań z podręcznika i dopasowywanie się pod klucz odpowiedzi. A to nie prawda. Po prostu system szkolnictwa nie ma pomysłu na to jak przedstawić matematykę w praktyce.

Na pewno niejeden z was miał w klasie takiego Sebastiana, co klął na „facetkę od majzy”, bo ona niesprawiedliwa, bo zadania są głupie, bo to komu potrzebna algebra. Na szczęście żyjemy w Polsce. U nas poziom matematyki jest niższy, niż w Niemczech, gdzie aktualnie przebywam. Jak się okazuje na zachodzie w szkole średniej mają Macierze, Całki oraz Wielomiany, które u nas są albo w klasie z rozszerzoną matematyką, albo wcale.

I teraz wyobraźmy sobie sytuację, gdzie Seba pyta się:
„A kiedy przydadzą mi się całki w życiu?”. Co w takiej sytuacji może odpowiedzieć pani profesor matematyki?
Bo to, że Seba pójdzie na studia, a potem będzie wykorzystywał całki w pracy zawodowej są bardzo małe. Właściwie… to jakiemu procentowi społeczeństwa w ogóle całki przydadzą się kiedykolwiek w życiu? 🙂

Jednakże, gdybyśmy tylko uczyli się matematyki pod względem użyteczności, to zapewne zatrzymalibyśmy się podstawowych pojęciach arytmetycznych oraz procentach. Bo… w matematyce nie zawsze chodzi o użyteczność.

Tu chodzi też o myślenie. Tak samo jak programowanie, które jest ostatnimi czasy tak promowane…
Tym wszystkim miliarderom i profesorom nie chodzi o to, by wszyscy nagle stali się programistami. To bez sensu. Nie każdy ma możliwości, nie każdy ma zapał. Im wszystkim chodzi o to, aby ludzie się rozwinęli. A programowanie? A programowanie ma im pomóc w przyszłości. Choćby w pracy, gdzie informatyka i programowanie puka do ich drzwi.

W przyszłości lekarze, prawnicy, mechanicy, elektrycy. Oni wszyscy będą musieli znać choćby podstawy.
Chyba, że w pewien sposób stworzy się dla nich wymyślne interfejsy graficzne, a ich jedynym zadaniem będzie klikanie w kwadratowe pola.

Jednak chciałbym podać inny przykład zastosowania matematyki. Bo matematyka to nie tylko rozwiązywanie zadań. To też rozwiązywanie problemów. Życiowych problemów. Sytuacja miała miejsce w czasie II Wojny światowej.

Matematycy z urzędu statystycznego głowili się nad pewnym problemem.

W czasie bitw powietrznych nie chcesz, aby sojusznicze jednostki były zestrzelone przed jednostki wroga. Z logicznego punktu widzenia, byłoby mądre samolot opancerzyć. Ale pancerz powoduje, że samolot staje się cięższy… co z kolei prowadzi do tego, że taki pojazd jest mniej zwinny oraz zwiększone jest zapotrzebowanie na paliwo. Mała ilość pancerza również jest złym pomysłem. Więc trzeba szukać pewnego optimum.

Gdy samoloty powróciły z wojny, postanowiono sprawdzić, które elementy samolotów uległy największym uszkodzeniom. Naukowcy chcieli sprawdzić, które elementy samolotu są bardziej podatne na uszkodzenia.
Jak się okazuje najwięcej obrywało się kadłubowi i reszcie samolotu. Elementami, które odniosły najmniejsze uszkodzenia był silnik okaz zbiornik paliwa.

Więc… posiadając takie dane można by powiedzieć, że logicznym by było, aby opancerzyć te elementy, które odniosły największe uszkodzenia. Ale to byłby błąd. I Abraham Wald doskonale o tym wiedział.

Dlaczego samoloty z małym procentem uszkodzeń silnika wracały?
Bo te, które zostały trafione prosto w silnik, bądź w zbiornik paliwa nie wracały w ogóle.

To, że kadłub oraz reszta samolotu wyglądała jak ser szwajcarski nie było problemem. Samolot mimo tego wrócił do bazy. Problemem był w głównej mierze silnik. Bo raz trafiony mógł spowodować, że samolot uległ całkowitemu zniszczeniu.
Ostatecznie zdecydowano się opancerzyć silnik i zbiornik paliwa. Mimo, że statystyka mówiła co innego 🙂
Oraz duża ilość profesorów…

Ale taka już jest matematyka. Nie zbiorem liczb i znaków. Lecz czymś więcej. O wiele więcej. Ona ma pomóc nam w życiu, oraz rozwiązać nasze problemy, a nie je stwarzać 😀

źródła: https://en.wikipedia.org/wiki/Abraham_Wald
http://www.fastcodesign.com/1671172/how-a-story-from-world-war-ii-shapes-facebook-today

Przykład znaleziony w książce: https://www.amazon.com/How-Not-Be-Wrong-Mathematical/dp/0143127535